III liga kobiet

Czarne II Sosnowiec – Polonia Poraj

Po ostatnich niepowodzeniach ligowych tym razem nasze Panie w ramach piątej kolejki Śląskiej Ligi Kobiet udały się do Sosnowca na starcie z tamtejszą drużyną Czarnych. Sytuacja kadrowa przedstawiała się bardzo nieciekawie, ponieważ liczne kontuzje, choroby oraz wszelkie pozamedyczne przeszkody, te ważne i te mniej istotne stojące na drodze do uczestnictwa w rywalizacji wyeliminowały sporą grupę zawodniczek min. Agnieszkę Sobczak, Karolinę Bętkowską, Zuzię Barczyk, Karolinę Salamońską, Sandrę Floryszczyk, Julię Sajdak, Martynę Szecówkę,Ciesielską Karolinę, Angelikę Brymorę…

I tu samo nasuwa się pytanie: Czy którejś z tych nieobecności dało się uniknąć? Bo w końcu z ponad dwudziestu zgłoszonych zawodniczek na mecz udało się zaledwie dwanaście z nich, z czego jedna z uwagi na swój młody wiek w świetle prawa może występować na boisku jedynie przez 40 minut. W związku z zaistniałą sytuacją, która wymusiła z punktu widzenia kadrowo – zmianowego przebieg rywalizacji w Sosnowcu, wszystkie zawodniczki miały grać bez zmiany cały mecz, za wyjątkiem Zuzi Kot, którą po pierwszej połowie zmienić miał nowy nabytek Polonii Poraj Patrycja Nowakowska. Sytuacja była mocno skomplikowana. Dziewczęta musiały nastawić się na twardą walkę od pierwszej do ostatniej minuty, bez możliwości zasilenia drużyny „świeżą krwią” płynącą z ławki rezerwowych. Jedynym pozytywnym akcentem przed meczem z Czarnymi Sosnowiec był fakt, że zawodniczki otrzymały do dyspozycji nowe dresy i ortaliony, które z pewnością pomogły dobrze się rozgrzać przed rozpoczęciem batalii o punkty oraz chęć do gry wynikająca z dwutygodniowej przerwy w rozgrywkach ligowych. Uczulone na utrzymanie koncentracji w pierwszych minutach spotkania z uwagi na powtarzającą się w dwóch poprzednich meczach utratę gola po 50 sekundach gry, Porajanki rozpoczęły od mocnego akcentu czyli kilku akcji ofensywnych, które jednak nie przyniosły zmiany bezbramkowego wyniku. Sztuka ta udała się za to przeciwniczkom, które w 10 minucie pokonały Kingę Figułę i zrobiło się 1:0 dla gospodyń. Dziewczyny szybko się pozbierały i ponownie zaczęły stwarzać zagrożenie pod bramką Sosnowiczanek. Po rozpoczętej przez Agnieszkę Słaboń akcji Żaneta Rykała zachowując się jak rasowy napastnik pięknym strzałem po długim słupku umieściła piłkę w siatce i mogliśmy cieszyć się z remisu 1:1. W sercach i głowach zawodniczek pojawiła się nadzieja na odwrócenie losów niekorzystnie rozpoczętego spotkania i jeszcze większa chęć do pokazania własnych umiejętności i możliwości. Gra obu drużyn była jednak nieco chaotyczna, choć zarówno po stronie Polonii jak i Czarnych dochodziło do groźnych sytuacji bramkowych. Swoją przewagę zdołały wykorzystać gospodynie, które do przerwy wbiły jeszcze dwa gole i po 40 minutach rywalizacji schodząc do szatni było 3:1. Po wznowieniu gry swój debiut zaliczyła wspomniana wcześniej Patrycja Nowakowska zastępując na lewej pomocy Zuzię Kot. Dalsza część meczu miała niestety dramatyczny przebieg. Po obronie strzału oddanego przez zawodniczkę z Sosnowca Kinga Figuła z kontuzją pachwiny musiała opuścić boisko, a na jej miejsce została przesunięta zdobywczyni jak na razie jedynego gola dla Polonii Żaneta Rykała, mająca już debiut na tej pozycji w inauguracyjnym spotkaniu w Wilczej. Niestety pustka na ławce rezerwowych nie pozwoliła na uzupełnienie składu i dziewczęta musiały trzeci mecz z rzędu kończyć w dziesiątkę. Szkoda bo serca do walki nie brakowało, jednak gra w osłabieniu z całą pewnością nie należy do łatwych. Podczas gdy przeciwniczki dokonywały regularnych zmian naszym zawodniczkom z każdą chwilą ubywało sił. W drugiej połowie gospodynie strzeliły jeszcze cztery bramki, Porajanki jedną. Karolina Górniak przechwyciła piłkę, po czym uprzedzając obrończynię i bramkarkę umieściła ją w siatce.

Pomimo końcowego wyniku dziewczętom należą się brawa przede wszystkim za to, że są na każdym meczu, że wkładają w piłkę całe swoje serce i walczą do samego końca. Zapewne prościej byłoby zostać w domu i nie męczyć się, ale nie, to nie leży w ich naturze. Chcą grać i walczyć. A zwycięstwa? Z całą pewnością przyjdą. Należy tylko uzbroić się w cierpliwość, zbierać doświadczenie, wyciągać wnioski i dalej solidnie trenować. Najważniejsza jest praca i jeszcze raz praca. W sporcie zdarzają się sensacyjne porażki, czy niespodziewane zwycięstwa, jednak każdy sukces okupiony jest długimi godzinami spędzonymi na doskonaleniu własnych umiejętności. Nic samo nie przyjdzie.

Skład: Figuła Kinga – Sroślak Natalia, Kowalska Paulina, Lipińska Małgorzata, Piekarska Paulina, Słaboń Agnieszka, Kot Zuzanna (40’ Nowakowska Patrycja), Morel Magdalena, Tkacz Patrycja, Górniak Karolina, Rykała Żaneta.

 alt