III liga kobiet

Czarne pogromczynie

LKS Polonia Poraj – Czarni II Sosnowiec 1-2

Tkacz

 

10 maja 2014 roku rozegrana została 14 kolejka śląskiej trzeciej ligi kobiet. Był to kolejny z rzędu bardzo trudny pod wieloma względami mecz, bo po starciu z prowadzącymi w tabeli Jaskółkami i wiceliderem z Żywca dziewczętom przyszło zmierzyć się z silną ekipą Czarnych Sosnowiec, które jesienią dość dobitnie wskazały Polonii miejsce w szeregu, wygrywając na własnym obiekcie aż 7-2(wynik zweryfikowany na 0-3 dla Polonii, w drużynie Czarnych grała nieuprawniona zawodniczka). Ale oczywiście obecnie nasze Panie są zupełnie inną drużyną,

o czym świadczy chociażby fantastyczna seria wyłącznie zwycięskich meczów w tej rundzie. Nie zmienia to jednak faktu, że ten dzień od samego rana był bardzo zwariowany, gdyż ze względu na organizowaną na szkolnym terenie majówkę i obowiązkową na niej obecność trenera oraz kierownika obiektu sportowego rolę gospodarza witającego przyjezdnych przejęły same zawodniczki. Sytuacja ta niestety nie do końca pomogła w wyciszeniu i przedmeczowej koncentracji. Na boisku dało się wyczuć zdenerwowanie i rozkojarzenie. Dziewczyny były jakieś nieobecne, myślami błądziły zupełnie gdzie indziej, nie komunikowały się ze sobą, a każda z nich jakby patrzyła wyłącznie pod własne nogi, nie zwracając uwagi na to co robi koleżanka i na jakiej znajduje się pozycji. Bardzo szybko bo już w 12 minucie Polonistki straciły bramkę, co z jednej strony było nawet korzystne, ponieważ na zmianę rezultatu było jeszcze dużo czasu, ale trzeba było coś zmienić w grze, obudzić się i walczyć do upadłego. Jednak w żadnym dotychczasowym meczu tej rundy nasza bramkarka jako pierwsza nie wyciągała futbolówki z siatki… Gra obu zespołów nie wyglądała jakoś tragicznie, dziewczyny grały agresywnie i twardo, walcząc o każdą piłkę (pod tym względem na boisku jak zwykle prym wiodła Agnieszka Sobczak), choć owszem zdarzały się chaotyczne i pełne rozpaczy zagrania, ratujące każdą z drużyn przed utratą gola, bo zarówno Sosnowiczanki jak i gospodynie były w stanie stworzyć sobie strzeleckie sytuacje. Wynik do przerwy nie uległ zmianie i po stronie gości na tablicy widniała cyfra 1, a po stronie gospodyń cyfra 0. Kolejne 15 minut spędzone w szatni po ostrej reprymendzie trenera nie poszły na marne, bo już w 2 minucie po wznowieniu gry Patrycja Tkacz lekkim aczkolwiek precyzyjnym strzałem tuż obok słupka umieściła piłkę w siatce. Remis 1-1 stał się faktem i cała zabawa rozpoczęła się od nowa! W zespół wstąpiły nowe siły i wiara w odniesienie końcowego sukcesu. Wszystko było wspaniale, rywalizacja nabierała kolorytu, a piłkarki znad Warty konstruowały coraz to groźniejsze akcje, jednak wszystko do czasu… bo dopóki zawodniczki pamiętały o tym co mają robić i jak maja grać, było naprawdę nieźle. Niespodziewanie jednak coś zaczęło się psuć i obraz gry zaczął przypominać ten z początkowych minut pierwszej połowy, czyli brak komunikacji i zrozumienia wkradł się w szeregi gospodyń. Niestety taki stan rzeczy musiał się zemścić i Czarnym udało się wbić drugiego gola. Porajanki jeszcze zdołały się podnieść i rozpoczęły szaleńczą pogoń za uratowaniem choćby punktu, jednak pomimo kilku dogodnych niemal stuprocentowych sytuacji (zwłaszcza Agnieszki Słaboń gdy w ostatnich minutach znalazła się sam na sam z bramkarką z Sosnowca), wynik meczu nie uległ zmianie i pierwsza porażka w rundzie wiosennej stała się faktem. Żal, smutek i złość z powodu niewykorzystanych sytuacji oraz niemożliwości pokazania w 100% własnych umiejętności przepełniały serca zawodniczek i trenera, jednak trzeba walczyć do końca nie oglądając się na innych.

Skład

Figuła,- Sroślak, Kotynia (Kowalska), Lipińska, Barczyk,-Słaboń, Sobczak, Morel, Bętkowska (Wrotniak),- Tkacz, Szopińska (Górniak)

Szafranek, Salamońska, Rucińska

Kontuzjowane Kot, Grządziel

Trener: Tomasz Dusza

Kierownik drużyny: Kamila Grządziel

 

alt